środa, 5 czerwca 2013

Hej

Mam troche więcej czasu bo zostaję w domu więc mogę napisać.
Właściwie to nie jest tak źle. W sobotę była Lednica. Wachałam się czy jechać, ale w końcu się zdecydowałam. Naprawdę, było świetnie. Poznałam tylu niezwykłych ludzi. Wszyscy tam są szczęśliwi, nikt nikogo nie mierzy i wszyscy się przytulają. Właśnie tego było mi trzeba... Przytulenia się... Mnóstwo ludzi chodziło z kartkami "FREE HUGS". Do każdego dobiegaliśmy i często nie mogliśmy się od siebie odkleić. Mówiłam już z przyjaciółką że po tym wyjeździe nie będziemy miały doła przez conajmniej tydzień. Oprócz ludzi których dotychczas nie znałam ani troche, gadałam, tańczyłam, śpiewałam i przytulałam się z tymi, którzy chodzą ze mną do szkoły, a nigdy nie miałam okazji z nimi rozmawiać.
Na Lednicy, świat wydaje się inny-lepszy. A może świat taki jest tylko ja tego nie dostrzegam... Nie, raczej nie. Raczej to Lednica jest lepsza od świata realnego. Chodzę teraz po stronach z Lednicą i szukam ludzi których miałam przyjemność poznać. Chciałabym żeby to się nie kończyło, lecz niestety niektóre rzeczy są nieuniknione.

środa, 29 maja 2013

Nie wiem jak jest

Ostatnio nie ma wieczora żebym po cichu nie płakała do poduszki. Psychika mi wysiada. Nie daję tego po sobie poznać, ale jest mi źle. Rano jak budziła mnie mama to powiedziałam jej że nie mam zamiaru nigdzie iść, ani oglądać tych wszystkich fałszywych mord. No ale cóż... Nie uległa i musiałam iść. Marleny nie było więc byłam pewna że sama tam wszystko rozjebię, ale dałam rade. Jestem z siebie dumna.
Po szkole pojechałam na budowe. Nie wiem czy mówiłam, ale wieś w której się buduję nosi nazwę Ruchocinek. Taak, czapki z głów dla osoby która tę nazwę wymyśliła. Nevermind... Wydaje mi się że polepszył mi się humor. Mamy takiego zajebistego znajomego który nam to buduje. Taki wygadany. Takie suchary daje i poprawia mi się przy nim humor. Lubię go. Jakieś pół godziny temu wróciłam dopiero do domu. Jestem padnięta. Mam nadzieję że zasnę szybko i nie będę miała czasu na rozmyślanie i płakanie.

wtorek, 28 maja 2013

Od zaraz.

Dlaczego niby mam i pisać następną notkę dopiero jutro. Ja mam ochotę dzisiaj. Tu i teraz. Właśnie tu i teraz mam ochotę pisać o tym jak to wszystko jest beznadziejne. Nie będę w jednej notce wszystkiego opisywała ze szczegółami, bo na nie przyjdzie czas w następnych notkach.

Oto przedstawiam wam moje całkiem pozbawione sensu życie.
Dwa lata temu dowiedziałam się o rozwodzie moich rodziców. Kto jest w takiej sytuacji wie, jak ciężko jest przez to przejść. Ale dałam radę. Starałam się o tym nie myśleć, zapomnieć.
Marzeniem mojej mamy, od zawsze był domek jednorodzinny. Szukała w internecie przez bardzo długi czas zadowalającej oferty i w końcu znalazła. Ekipa miała w bardzo szybkim czasie przyjechać a przyjechała po pół roku. Ok. Przyjeżdżali i wyjeżdżali. Mama musiała dać im całe 100 tys.no więc dała. Ekipa zrobiła sam szkielet domu i wyjechała. Wyłączyli telefon. Na domiar złego nie mamy ich adresu domowego więc nie możemy ich pozwać do sądu. Chujowo, nie? Żeby dać im te pieniądze sprzedaliśmy mieszkanie i wprowadziliśmy się do dziadków. No przecież co to za problem wprowadzić się tu na miesiąc. Mieszkam w jednym pokoju z bratem, mamą i wujkiem (Nazywam go wujkiem ponieważ nigdy nie miałam ochoty użyć do niego określenia "ojczym" mimo że właściwie to teoretycznie nim jest.) Drugi pokój zajmuje babcia, a trzeci (duży pokój) dziadek. No, i tu zaczyna się kolejny problem. Dwa miesiące temu karetka zabrała dziadka do szpitala. Dziadek nie mógł wytrzymać przez astmę, a że lekarz przyjmował dopiero 2h później, mama zadzwoniła na pogotowie. Sanitariusze przyszli do domu, dziadek był cały czas przytomny.Pytali co się stało itd. Nagle dziadek stracił przytomność. Rozpoczęła się reanimacja... Naprawdę, straszne przeżycie. Po pół godzinie zabrali nieprzytomnego dziadka do szpitala. Okazało się później że podczas reanimacji sanitariusze połamali dziadkowi żebra przez nie może sam oddychać. Nie wiadomo tak naprawdę co mu dolega. Co chwilę zapada w śpiączkę. Jest na oddziale intensywnej terapii więc można być tam tylko dziennie 2h. od 11-12 i od 16-17. Dobra, koniec o tym. Na pewno napiszę o tym jeszcze kiedyś.
Kolejną rzeczą jest chłopak... Tak... To głupie, żałosne i przereklamowane... No ale przepraszam bardzo, zakochiwanie się nie jest zaplanowane. Jest do mój naprawdę dobry kolega, ale również obiekt mego zainteresowania. Wydaje mi się, może i to nie prawda ale mi się wydaje że między nami coś kiedyś coś było. Coś że mówili mi że pewnie za tydzień,  dwa ze sobą będziemy. Pisaliśmy ze sobą i było tak pięknie. Ale nie wszystko dobre dobrze się kończy... Pokłóciliśmy się o drobnostkę... Nie odzywaliśmy się do siebie.. Lecz po jakimś czasie znowu, gadanie wygłupianie się... Tyle tylko że to już jest bardziej przyjaźń niż coś więcej. Cóż, nie zawsze można mieć to, czego się chce. Cieszę się że jest jak jest.
Ehh, no i na koniec coś z ostatnich dni... Moja najlepsza przyjaciółka strasznie się ode mnie oddala. Nie gadamy ze sobą tyle co dawniej. Wychodzi z innymi osobami. Nie chodzimy już razem do szkoły. To straszne bo strasznie mi na niej zależało. Była najlepsza. Jak widać nie do końca bo prawdziwa przyjaciółka nie olałabym mnie dla pierwszej-lepszej osoby...


Replay

Postanowione. Od nowa mam zamiar pisać bloga. Naprawdę długo myślałam czy naprawdę będę to pisała. Nie chciałam po prostu znowu zaczynać, a potem zostawiać. No ale myślę że naprawdę tego potrzebuję... 
Już nie jestem tą samą osobą... Naprawdę dużo rzeczy się pozmieniało i to nie na lepsze. Piszę z ludźmi którzy sami też mają problemy i takie wygadanie się komuś strasznie pomaga. Więc jeśli tak, to blog też powinien mi pomóc. Nie liczę na jakąś rekordową oglądalność, chciałabym po prostu żeby przynajmniej jedna osoba przeczytała moje zwierzenia. Mam problemy i chcę się od nich uwolnić. Oczywiście za każdy odzew (komentarz, wiadomość czy coś w tym rodzaju) z całego pustego serducha dziękuję. Mam nadzieję że pisanie podziała na moją psychikę pozytywnie.